"Wieczór zapada tymczasem. Zorza zapłonęła jak pożar i ogarnęła pół nieba. Słońce zachodzi. Powietrze z bliska jakieś osobliwie przezroczyste, jakby szklane; z daleka ściele się lekka mgła, ciepła na pozór; razem z rosą pada krwawy blask na polanę, niedawno jeszcze zalaną potokami płynnego złota; drzewa, krzaki wysokie stogi rzucają długie cienie... Słońce zaszło; zapaliła się gwiazda i drży w ognistym morzu zachodu... Morze blednie; niebo ciemnieje; pojedyncze cienie nikną, powietrze napełnia się mgłą. Czas do domu, do wsi, do chaty, gdzie nocujesz. Przewiesiwszy strzelbę przez ramię, idziesz szybko, nie zważając na zmęczenie... Tymczasem zapadła noc; nic nie widać o dwadzieścia kroków; psy ledwo bieleją w mroku. Tam, nad czarnymi zaroślami, mgliście przejaśnia się skraj nieba... Co to? - pożar?... Nie, to księżyc wschodzi. A tam w dole, na prawo, migocą już światełka wsi... Oto wreszcie i twoja chata. Przez okienko widzisz stół nakryty białym obrusem, palącą się świecę, kolację..."
Turgieniew "Zapiski myśliwego" (fragment opowiadania "Las i step")